Kod ad

Jak szybko przenieśliśmy się z naszych pierwszych próbnych plastrów przez ścianę klatki piersiowej, aby spojrzeć na serce i płuca, a następnie na brzuch, zagubieni w fascynacji tym, jak nasze ciała są ułożone i opanowane przez wszystko, czego musieliśmy się nauczyć. Wkrótce kroiliśmy sobie głowę na pół, piłą, żeby zobaczyć, jak wygląda od środka, zatrzymując się tylko na chwilę, gdy po raz pierwszy rozpakowaliśmy dłoń, która uderzyła nas wyjątkowo i jakoś przejmująco ludzką. Nauczyliśmy się pogrzebać nasz lęk przed śmiercią w lawinie wiedzy. Nauczyliśmy się, jak wyciszyć części naszego mózgu, które tak naprawdę nie chciały być tak bliskie śmierci. I nie bez powodu. Nie mogliśmy robić tego, co robimy – brać odpowiedzialność za życie naszych pacjentów – jeśli zdawaliśmy sobie sprawę z minuty na minutę, o prawdziwym znaczeniu tego, co faktycznie robiliśmy. Nie mogliśmy wejść w kod w pełni świadomy głębokiego wydarzenia, które miało miejsce i nadal móc wykonywać naszą pracę. Więc nauczyliśmy się odsuwać te uczucia. Pytanie brzmi oczywiście, jak uniknąć ich całkowitego zgubienia, jak wrócić do nich później, kiedy mamy czas, aby o nich pomyśleć.
Jakiś czas po zakończeniu mojego stażu zdarzyło mi się być ostatnią osobą, która opuściła pokój po kodzie. Po raz kolejny nie udało się. Po raz kolejny przybyliśmy z całego szpitala, aby ratować życie pacjenta, o którym niewielu z nas wiedziało. Z jakiegoś powodu, być może dlatego, że byłem sam, uderzyła mnie rzeczywistość, że osoba właśnie zmarła. Odwróciłem się i spojrzałem na ciało tego nieznajomego. Leżał na noszach, z klatki piersiowej wystającej z klatki piersiowej, rurka dotchawicza rozłączona i bezużytecznie zawieszona w powietrzu, EKG wciąż stoi na swoim miejscu, a na stole rozległy się odczyty na podłodze otaczającej cichą maszynę EKG. Próbowałem wyobrazić sobie jego rodzinę – która w ciągu kilku minut zostanie poinformowana, że umarł ktoś, kogo kochał, i dla kogo byłaby to druzgocąca strata. A co z tą osobą, która zginęła pomimo naszych prób bicia i wbijania go w życie.
Na wpół zapamiętane słowa z końca mszy żałobnej weszły mi do głowy i powiedziałem głośno: Niech chóry aniołów witają cię w swoim przyjściu – mniej stwierdzenie wiary niż zwykła próba uznania przemijania życia. Od tego dnia nigdy nie umarłem z pacjentem i nie wypowiedziałem tych słów – mojej małej próby przypomnienia sobie, co ostatecznie robimy: próbując chronić życie naszych pacjentów.
W ostatnich latach inni lekarze opowiadali mi o rytuałach, które wykonują, gdy umiera pacjent – ofiarowując modlitwę, wiersz, gest – coś, co każdy poczuł, aby zrobić, aby rozpoznać stracone życie i fakt, że w ostatecznym analiza, śmierć zawsze zwycięży. Uderzające jest to, że większość z nas robi to prywatnie. Nie udostępniamy tych rytuałów. Nie mówimy łatwo o tym, jak trudno jest stracić pacjenta, stawić czoła śmierci. W laboratorium anatomii nauczyliśmy się skupiać na ścieżce nerwu błędnego, a nie człowieka, do którego należał. Na początku naszego szkolenia, pochylając się nad naszymi zwłokami, nauczyliśmy się wyciszyć część nas samych. Uczyliśmy się mocy humoru jako sposobu na uniknięcie trudnych rozmów na temat bardziej skomplikowanych uczuć
[podobne: czerwienica prawdziwa rokowania, skup oleju przepracowanego, ktd młodzieńcza ]

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

0 odpowiedzi na „Kod ad

  1. Maciej pisze:

    [..] Cytowany fragment: terapia alkoholowa[…]

  2. Oliver pisze:

    Udar mozgu, czyli wylew nie jest diagnozowany w Polsce

  3. Wheels pisze:

    [..] Cytowany fragment: szczoteczki elektryczne[…]

  4. Spider Fuji pisze:

    Znajomy ma gospodarstwo i rente, popija wódeczke, a rente dostał na ciśnienie.